Lata dziewięćdziesiąte przyniosły nam nieco większą ilość filmów eksploatujących tematy związane z prawem. Co znaczące jednak, nie zmienia się zasadnicza tendencja, polegająca na utożsamianiu prawa z „ciemną stroną mocy” – zazwyczaj jest ono siłą destrukcyjną albo co najmniej nieprzyjazną. W interesujący, a zarazem charakterystyczny dla lat dziewięćdziesiątych sposób obraz polskiego wymiaru sprawiedliwości zarysowany został w filmie „Tato” (1995, reż. Maciej Siesicki), jednym z dzieł wpisujących się w nurt „polskiego kina z amerykańskim akcentem”7. Obserwujemy losy sądowej batalii ojca walczącego przeciwko swojej teściowej oraz chorej psychicznie żonie o prawo do opieki nad córką. Film daje wyraz poczerwcowemu zachłyśnięciu się wolnością – bohaterowie traktują prawo jako jeszcze jeden środek walki przeciwko byłemu partnerowi, są świadomi swoich praw i starają się z nich w pełni skorzystać. Jednak w sądzie nadzieje na sprawiedliwość szybko gasną. Sąd jest skrajnie stronniczy, z góry zakłada treść przyszłego orzeczenia, nie chce dostrzec oczywistych symptomów choroby psychicznej żony, lekceważy wszystkie argumenty męża. Postępowanie pokazane jest jako prowadzone chaotycznie, w pośpiechu, sędziowie są opryskliwi, posługują się niezrozumiałym żargonem. Napastliwi są także adwokaci, zdolni wypaczyć sens nawet najprostszych wypowiedzi, lekceważący dobro dziecka czy zasady uczciwego postępowania. Widz odczuwa zakończenie filmu jako triumf sprawiedliwości właśnie dlatego, że główny bohater ma odwagę postępować wbrew orzeczeniom sądu, które są dla niego krzywdzące. Proces zmierza nie jak w „Sprawie Gorgonowej” do rozmycia prawdy, ale wręcz do jej zaprzeczenia, do wydania orzeczenia ignorującego wszystkie istotne fakty sprawy. Obserwujemy użycie przeciwko obywatelowi – w tym przypadku ojcu słusznie domagającemu się praw do opieki nad córką – rozbudowanego państwowego aparatu przemocy. Nie dowiadujemy się, dlaczego sędzia faworyzuje jedną ze stron, dlaczego nie próbuje nawet zrozumieć argumentów protagonisty. Prawo wkracza jako bezrozumna siła dezorganizująca życie głównego bohatera, dążąca do zabrania mu ukochanej córki.

adwokat
adwokat

„Gdzie jesteście jak zabijają ludzi? Kiedy zrozumiecie, że prawo jest dla zwykłych ludzi, nie dla bandytów?” – tak w finale filmu „Prawo ojca” (1999, reż. Marek Kondrat) zwraca się do prokuratorki i oficera policji główny bohater, na własną rękę szukający sprawiedliwości na sprawcach gwałtu jego nastoletniej córki. Wobec korupcji i nieskuteczności policji bohater decyduje się wykorzystać tytułowe „prawo ojca” i wszelkimi środkami chronić swoje dziecko. Film ukazuje bezradność polskiego wymiaru sprawiedliwości; zachowanie powszechnie uznawanych wartości jest możliwe jedynie przy użyciu zdecydowanych metod, niekoniecznie jednak zgodnych z prawem. Podobny obraz prawa widać też w innych filmach z lat dziewięćdziesiątych, w tym w „Psach” (1992, reż. Władysław Pasikowski), „Długu” (1999, reż. Krzysztof Krauze) czy „Nic” (1998, reż. Dorota Kędzierzawska). W „Psach” prawo jest środkiem w rękach świadomych swoich celów i skorumpowanych graczy, którymi są politycy, prawnicy i gangsterzy. Wszelkie działania zmierzające do przywrócenia poczucia sprawiedliwości, jeśli mają być skuteczne, podejmowane są obok prawa lub są wręcz z nim sprzeczne Prawo stanowi zbiór kruczków i sztuczek, cementujących działanie układu sił, w oczywisty sposób stanowiącego realizację państwa skorumpowanego, zinfiltrowanego przez mafię. Jest skutecznym środkiem uniknięcia odpowiedzialności za czyny moralnie odrażające; wystarczy wynająć dobrego adwokata lub „kupić” prokuratora czy sąd, by wciąż uchodzić za osobę o nieposzlakowanej opinii.

Z kolei w „Długu” obserwujemy bezsilność prawa i bezsilność

państwa, które nie może zaoferować swoim obywatelom opieki i bezpieczeństwa nawet w podstawowym zakresie. Prawo nie wspiera bohaterów w walce ze złem. O ile Kieślowski w „Krótkim filmie o zabijaniu” pokazywał, jak zabija prawo, Krauze pokazał, jak zabija bezprawie. „Jak »Psy« miały pogodzić Polaków z nową rzeczywistością – pisał Jarosław Kuisz

– tak »Dług« miał ich obudzić z obojętności i przypomnieć, że są odpowiedzialni za siebie i innych. U Pasikowskiego – w jarmarcznym ujęciu – zły ubek stawał się dobrym policjantem. U Krzysztofa Krauzego – pod lupą quasi-dokumentalisty

– dobry obywatel odkrywał w sobie mordercę”.

Przypadek filmu „Nic” wskazuje, że pesymistyczny wizerunek prawa bynajmniej nie był zależny od konwencji filmu – czy w filmie gangsterskim, czy w kameralnym dramacie obyczajowym prawo jest nieprzyjazne obywatelom, z powodu interwencji ludzi zawodowo związanych z prawem zaprzepaszczone zostaje prawo bohaterów do szczęścia. Najbardziej dosadnie nieprzystawalność litery prawa do realiów życia przeciętnych ludzi ukazuje film „Nic”. Jego bohaterka: żona, matka trojga dzieci, doprowadzona do rozpaczy, tuż po urodzeniu zabija czwarte dziecko. Decyzja ta spowodowana była wieloma czynnikami – trudną sytuacją materialną, obawą przed stratą męża.

Kobieta, nie mogąc liczyć na wsparcie mężczyzny, nie otrzymała także pomocy ani ze strony Kościoła, ani państwa (reprezentowanego przez służbę zdrowia). Gdy po ucieczce z domu udało jej się wraz z dziećmi znaleźć schronienie w mieszkaniu dróżnika i jego siostry, do drzwi puka policjant, by ją aresztować. Tytuł filmu – „Nic” – to odpowiedź bohaterki na pytanie sądu, co ma na swoje usprawiedliwienie.

Facebook Comments
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Dla wszystkich

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Ubezpieczenie odpowiedzialności zarządu

Charakterystyka ubezpieczenia odpowiedzialności zarządu. Na czym polega ta polisa? Ubezpie…